Evree, Multioils Bomb, upiększająca kuracja do ciała.

Marka Evree jest mi dobrze znana. Kojarzy mi się z dobrymi kosmetykami w przystępnych cenach. Do tej pory testowałam już dwa olejki tej marki: wyszczuplający Super Slim oraz dwufazowy Power Fruit. Wczesną wiosną (co widać po zdjęciach) dotarł do mnie także Multioil Bomb, który okazał się być dla mnie nie lada wyzwaniem.

Evree, Multioils Bomb

Opakowanie olejku Multioils Bomb jest identyczne jak w przypadku poprzednich produktów. Smukła buteleczka zakończona aplikatorem typu press. O ile w przypadku Power Fruit (którym trzeba było wstrząsnąć przed każdym użyciem) z aplikatora nie byłam zadowolona tak tutaj nie mam do niego zastrzeżeń. Konsystencja olejku płynna, tłusta ale po nałożeniu na skórę sucha (tzw. suchy olejek). Sprawnie się wchłania. Zapach jest prost cudowny, słodki ale nie ulepkowy. Coś w tym zapachu jest skoro spodobał się nawet mojej mamie, która nie lubi ani intensywnych ani słodkich woni.


Dlaczego więc tyle zajęło mi testowanie? Bynajmniej nie dlatego, że jest to zły produkt. Podejść do produktu miałam kilka, zwykle używałam 2-3 razy i olejek szedł w odstawkę. O ile w zeszłym roku byłam zachwycona olejkową pielęgnacją tak w tym roku jakoś mi ona nie podchodzi. Stąd pewnie moja niechęć do używania produktu. Jak część z Was pewnie wie, w kwietniu i maju moja mama spędziła sporo czasu w szpitalu, miała operację. Jednym z miejsc które cięli była łydka prawie na całej długości. Rana goiła się ładnie, jednak skóra wokół niej była okropnie sucha i bardzo brzydko i mocno się łuszczyła. Gdy mama poprosiła mnie abym przyniosła jej jakiś dobry, mocno nawilżający balsam, postanowiłam oddać jej ten olejek. Okazało się, że to była bardzo dobra decyzja.


Nie sądziłam, że moja mama przekona się do olejkowej pielęgnacji, jednak z jej opowieści wynika, że jest zachwycona działaniem olejku Evree. Do tej pory prawie przy każdych odwiedzinach mi o nim opowiada. Olejek Multioils Bomb w ekspresowym tempie wyeliminował problem łuszczenia się skóry na łydce. Efekt był widoczny już po 2-3 użyciach. Noga mamy przestała być biała a zaczęła nabierać naturalnych kolorów. Po tygodniu skóra wokół szwu była dobrze nawilżona, miękka a rana zaczęła się szybciej goić. Dodatkowo blizna zaczęła być mniej widoczna. Olejek nie wyeliminował jej całkowicie, tego od niego nikt nawet nie oczekiwał, jednak dzięki nawilżeniu skóry wokół blizna ma jaśniejszy kolor i jest "równa".
Olejek dałam mamie końcem maja, używa go po dziś dzień. Początkowo smarowała nim jedynie ciętą nogę kilka razy dziennie, obecnie stosuje olejek 2-3 razy w tygodniu na całe ciało - zamiast balsamu. W tych kwestiach także sobie chwali, głównie za nawilżenie oraz szybkie wchłanianie.


Cieszę się, że olejek w końcu znalazł swojego przyjaciela. Ja bym pewnie dalej z nim walczyła a tak mama używa z przyjemnością. Jeśli kiedyś powróci mi ochota na olejkową pielęgnacje to i ja chętnie po niego sięgnę.

A wy polubiłyście się z tym olejkiem?
zBLOGowani.pl

Archiwum bloga